<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Rozmowy z Dr. K."> 
<author_1=Bracia Rojek>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1953">
<month="4">
<date=1953-04-07>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Nasz przyjaciel dr K. nie odwiedza ju dawno redakcji. Zaniepokojeni wybralimy si do niego. Poinformowano nas, e biedaczek ju od kilku dni znajduje si w szpitalu. Okazuje si, e sami lekarze take choruj.
Uwaajc, e nasza obecno jest dla niego niezbdna  szybko zaopatrzylimy si w najbliszej kwiaciarni w okaz flory krajowej i po kilkunastu minutach ju ogldalimy delikwenta na ou boleci.
Na wstpie ju oblano nas zimn wod. Portier nie chcia nas wpuci na oddzia, tumaczc nam, e do odwiedzania chorych s przeznaczone 2 dni w tygodniu (niedziela i roda), a mymy oczywicie wybrali si w pitek. Nastpnie po zwalczeniu pierwszej trudnoci  pojawia si druga w osobie siostry oddziaowej, ktra po pierwsze skonfiskowaa nasz pikny kwiat, mwic nam, e kwiatw doniczkowych nie wolno przynosi chorym, gdy ziemia zawiera rozmaite bakterie, a przede wszystkim tak grone na oddziale chirurgicznym bakterie tca.
Drugim czynem teje siostry byo ubranie nas w muzealne papucie, pouczenie, e na ku chorego nie mona siada i e odwiedziny nie mog trwa duej ni 15 minut.
Po tym wstpie oniemieleni wkraczamy na sal chorych, odnajdujemy naszego pacjenta i rozpoczynamy mi konwersacj:
- Jak si pan czuje, drogi doktorze?
- Dzikuj, obecnie ju dobrze. Jak widzicie pokrojono mnie troch, ale dzi jest ju 8 dzie po zabiegu, wic jestem prawie zdrw. Najgorsze byy pierwsze trzy doby, ale jako to mino.
- Jak si panu podoba szpital?
- Na mj gust jest za bardzo akustyczny.
- W czym si to przejawia?
- Korytarze s wyoone kafelkami. Personel w dzie i w nocy prowadzi gone rozmowy, nawet bardzo gone, chodzi w cikich, haaliwych butach, nie pomyli o tym, e monaby nosi cichostpy.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
